Mały przewodnik po „syropkach” i po innych mocno reklamowanych medykamentach na przeziębienie. Być może pomogę Wam zaoszczędzić nie tylko pieniędzy ale i niektórym kłopotów zdrowotnych

0000

 

John G. Barlett autor podręczników i  publikacji dotyczących chorób zakaźnych powiedział:  „medycyna zna niewiele chorób, w których stosuje się tak wiele nieskutecznych metod leczenia, jak ma to miejsce w wirusowych zakażeniach górnych dróg oddechowych” (czyli właśnie w przeziębieniach).  Z nadejściem jesieni,  nieuchronnie zaczyna się (1) . „Łapiemy” katar, kaszlemy, łzawią nam oczy. Większość osób wtedy … pędzi do apteki. I spore kwoty są wyrzucane w błoto  na specyfiki o NIEUDOWODNIONEJ (38) skuteczności  w zwalczaniu objawów przeziębienia czy zapalenia oskrzeli, za to o jak najbardziej udowodnionych działaniach ubocznych. Kiedyś wierzono, że zaklęciami można wyleczyć. A dzisiaj naiwnie wierzymy  reklamom. Szczególnie widać to na przykładzie leków „na przeziębienie”. Czy może istnieć „syrop na kaszel suchy i mokry”? Idea  równie sensowna  jak pomysł na farbę do włosów doskonałą i dla blondynek i brunetek… 

Gdyby tylko chodziło o to, że kupujemy  coś co nie jest skuteczne, to nie byłoby takiego problemu. Bo jest przecież też  efekt placebo. Placebo działa w niektórych przypadkach. Czemu czasami nie  skorzystać z podejścia typu: nie zaszkodzi a może pomóc? Chociażby w kaszlu?  Ot, jedno z badań: „Słodkie placebo pomaga i  jest skuteczniejsze niż brak leczenia kaszlu małych dzieci  (2). Pomyśleliście może teraz o miodzie?  Czy miód to słodkie placebo?   W ramach dość słynnego ostatnio  badania 300  dzieciom w wieku od 1-5 lat z  infekcją górnych dróg oddechowych podano  pojedynczą dawkę  miodu 30 minut przed snem. Dzień wcześniej je zbadano. Poprawę zanotowano u  wszystkich dzieci  i po miodzie i po słodkim placebo (mówiłam, działa 😉 ). Jednakże,  ona była większa w grupach, którym podawano miód i dotyczyła częstotliwość kaszlu, jego nasilenia, uciążliwości i jakość snu- zarówno dziecka  jak i   rodzica  (3).  Wyniki analizy Cohrane z 2014 roku- miód może  być lepszym sposobem na kaszel niż placebo lub lek- difenhydroamina (4). Difenhydroamina to składnik niektórych leków „na przeziębienie”(np. Apap noc, Betadrin). Innym częstym komponentem tej grupy leków jest dekstrometorfan ( m.in. zawiera  go w Gripex, Acodin, Robitussin, Tussidex, TussiDrill, Vicks MedDex, Dexapini). Dekstrometorfan hamuje odruch kaszlu ale ma pewne działania niepożądane, o których piszę dalej.  „Miód był skuteczniejszy w porównaniu z placebo (6) lub z  dekstrometorfanem w leczeniu objawowym nocnego kaszlu i z powodu infekcji górnych dróg oddechowych” stwierdzano w innych badaniach (5,7). Nawiasem mówiąc, miód jest dozwolony po 12 miesiącu życia. Wcześniej  niesie  ryzyko zatrucia jadem kiełbasianym.

Ale leki  „na przeziębienie” to inna historia. Jeżeli weźmiemy pod uwagę ewentualne  skutki uboczne to stosowanie wielu z nich jest delikatnie mówiąc … nieracjonalne (8)  . To, że lek można kupić bez recepty i leży na półce niedaleko batoników, to nie znaczy, że można go jeść  jak cukierki.  Warto  czytać ulotki. Wiele leków „na przeziębienie” niesie ze sobą  ryzyko szkodliwych interakcji z innymi lekami lub może nieźle zaszkodzić  osobom obciążonymi innymi  chorobami (8,9). Każdy leczący się z powodu innych schorzeń  niż przeziębienie powinien  dwa razy pomyśleć zanim sięgnie po nie. Również w przypadku małych dzieci warto zachować ostrożność. Na przykład zawierające kodeinę- Syrop Sosnowy złożony (Sirupus Pini comp.)  niesłusznie uchodzi za bezpieczny dla dzieci lek wykrztuśny. We wrześniu tego roku w USA opublikowano raport czołowych  pediatrów (38), w którym ogłoszono: „Kodeina nie powinna być stosowana w lekach dla dzieci , ponieważ to jak jest przetwarzana w organizmie może być  bardzo niebezpieczne dla nich i nawet prowadzić do śmierci. Kodeina jest przekształcana w wątrobie do morfiny, ale różnice genetyczne między ludźmi mogą powodować, że u dzieci, które szybko metabolizują kodeinę może dojść do przedawkowania morfiny”. Taki sobie sosnowy syropek…

Mit nr1

Kaszel to wróg (nasz lub naszych dzieci) i trzeba z nim walczyć. Najlepiej za pomocą reklamowanych syropków.

Nie.

Z kaszlem jest trochę jak z wynoszeniem śmieci.  Czynność bardzo potrzebna kiedy się nagromadzą. Ale kiedy kosz na śmieci jest zupełnie pusty i czysty to bieganie z nim do śmietnika tylko niepotrzebnie będzie nas męczyć. Kiedy śmieci jest pełno to zabranianie ich wynoszenia nie skończy się niczym dobrym. Leki przeciwkaszlowe mogą być przydatne wtedy gdy nieproduktywny kaszel jest tak uciążliwy, że nie daje się wyspać i normalnie funkcjonować (jest jak bieganie z pustym wiadrem). Ale kaszel jest  NAJCZĘŚCIEJ  „po coś”, to sposób organizmu pozbycie się  substancji obcych i nadmiaru śluzu z dróg oddechowych. Zamiast klasyfikować go jako „suchy” lub „mokry”,  lepiej określać  czy jest on  produktywny lub nie.  Bo właśnie ta „produktywność”  ma znaczenie.  Ale nie może być jednocześnie i taki i taki ( jak i w ciąży nie można być i jednocześnie „nie być”). Kaszel  „produktywny” jest zawsze „po coś” i nie należy starać się go zwalczać. Dobrze jest wtedy  pomóc naszemu ciału w oczyszczaniu dróg oddechowych. Piciem wystarczającej ilości płynów, nie przesuszaniem powietrza i pewnymi lekami.

Kaszel w przebiegu przeziębienia początkowo jest suchy i męczący. Nieproduktywny bo jest wynikiem podrażnienia receptorów kaszlu przez mediatory zapalne. Potem jeszcze  potęguje go rzadka wydzielina spływająca po tylnej ścianie gardła. Leki „na przeziębienie” oferują nam tu pomoc. Zawierają w sobie substancje mające hamować odruch kaszlu. Ale skuteczność ich jest mocno wątpliwa, a za to nie ma  wątpliwości co do możliwych efektów ubocznych. Przegląd Cohrane analizował 26 badań (3421 dorosłych i 616 dzieci) – tylko randomizowane kontrolowane badania porównujące skuteczność doustnych preparatów sprzedawanych bez recepty stosowanych w przypadku ostrego  kaszlu z placebo. Nie znaleziono dobrych dowodów „za” czy „przeciw” skuteczności leków OTC w ostrym kaszlu.  Dziewiętnaście badań wykazało negatywne skutki działania tych leków, głównie nudności, wymioty, bóle głowy i senność (40).

Dekstrometorfan ma tłumić odruch kaszlu i jest obecny w przeróżnych dostępnych bez recepty preparatach .To syntetyczna pochodna morfiny, kiedyś uznawana za nieuzależniającą (41) w zalecanych dawkach rzeczywiście  nie wykazuje działania narkotycznego. W większych- jak najbardziej, co jest przez niektórych skrzętnie nawet wykorzystywane. Nie wykazano skuteczności w łagodzeniu kaszlu u dorosłych ani u dzieci  (42) odnotowano za to  przypadki uzależnienia (43) i sporo efektów ubocznych. Przedawkowanie prowadzi do zaburzeń rytmu serca i oddychania (85-87).

W preparatach bez recepty niekiedy występuje też kodeina (Thiocodin, Accodin, syrop Pini)., pochodna morfiny, która ma działanie przeciwbiegunkowe, przeciwkaszlowe i przeciwbólowe. Należy przestrzegać kobiety karmiące piersią przed preparatami z kodeiną, która  łatwo przechodzi przez barierę krew-mózg u dzieci i może powodować objawy przedawkowania, a nawet śmierć dziecka (37).

W lekach „na przeziębienie” stosuje się leki przeciwhistaminowe pierwszej generacji (feniraminę w preparatach takich jak  Fervex,Theraflu ExtraGrip, Disophrol, Gripex Noc, Choligrip na noc) mają OSUSZAĆ =zmniejszać  wydzielanie i spływanie wydzieliny po tylnej ścianie gardła i wynikający z tego kaszel, ale również powodują  senność (44), mogą upośledzać zdolność do prowadzenia pojazdów. Dłuższe zagęszczanie wydzieliny (niż 2-3 pierwsze dni) sprzyja nadkażeniom bakteryjnym. Najważniejsze jednak jest, że… nawet kwestionowana jest skuteczność tych leków w walce z objawami infekcji dróg oddechowych (78-81). Metaanaliza 32 badań.: „Stosowanie podczas przeziębienia leków przeciwhistaminowych w monoterapii nie zmniejsza nasilenia i nie skraca czasu utrzymywania się objawów ostrego wirusowego zapalenia górnych dróg oddechowych, zwiększa natomiast ryzyko działań niepożądanych” (28). Skuteczniejsze są w połączeniu z lekami obkurczającymi naczynia, o których za chwilę (9), ale nie powinny być stosowane dłużej niż 3-5 dni i to głównie przed snem (9). W celu łagodzenia męczącego suchego kaszlu rekomenduje się  krótkotrwałe zastosowanie levodropropizyny (9,29).

Przeziębienie przebiega dwufazowo (39). Każda z  faz wymaga innego leczenia, bo w każdej mamy zupełnie inny problem. (Dużo rzadziej  mamy też fazę trzecia, kiedy przyplącze się jeszcze powikłanie bakteryjne wymagające już antybiotyku) (9). Po kilku dniach od początku przeziębienia płynny początkowo śluz w drogach oddechowych ulega zgęstnieniu, kaszel staje się produktywny i nie wolno  go tłumić. Jest  potrzebny, czyści drogi oddechowe. Nastawiamy się na rozrzedzenie i pozbycie się  wydzieliny. Tak pomagamy rzęskom – maleńkim włoskom wyściełającym drogi oddechowe  sprawniej transportować wydzielinę.  Żeby się w niej nic „nie zalęgło”. Zagęszczenie i zaleganie śluzu sprzyja nadkażeniu-namnażaniu się bakterii, zwykle żyjących sobie w nas normalnie (jeśli nie rozpanoszą się za bardzo) nie  szkodzącym nam.

Podstawa to odpowiednia ilość płynów. Za to przeszkadza w pozbywaniu się wydzieliny suche, za ciepłe  powietrze, LEKI NA PRZEZIĘBIENIE (alfa-sympatykomimetyki, antyhistaminiki I generacji, dekstrometorfan).

W ostrych zakażeniach dolnych dróg oddechowych w okresie kaszlu produktywnego zaleca się krótkotrwałe stosowanie dobrze przebadanej erdosteiny  (9),  która  zmienia śluz, na rzadszy, mniej lepki,  zmniejsza przyczepność pewnych bakterii do nabłonka, działa przeciwzapalnie i zmiata wolne rodniki (30-36). Inne leki pomagające się pozbyć śluzu  i  to ambroksol, karbocysteina, acetylocysteina (45,46), wyciąg z liści bluszczu pospolitego (9).

Mit nr2

Żółta lub zielonkawa wydzielina świadczy o bakteryjnym powikłaniu.

Nie.

Wydzielina z nosa zmienia  skład w przebiegu zakażenia. W pierwszej jest  wodnista, przezroczysta. Potem kolor zmienia się na żółty i zielony (staje się ropna), co odzwierciedla nasilenie reakcji zapalnej, a nie powikłanie zakażeniem bakteryjnym. Zielony lub żółty kolor wydzieliny z nosa lub plwociny  jest przede wszystkim związany z naciekiem komórek naszego ciała, które (neutrofile i aktywowane monocyty) zawierają ziarnistości z barwnikiem i one zmieniają kolor kataru czy plwociny  (82). Pojawienie się ropnej plwociny nie jest równoznaczne z nadkażeniem bakteryjnym (83).

Mit nr3

Leki „na przeziębienie”, aspiryna walczą z przeziębieniem.

Nie.

Za pomocą „leków na przeziębienie” zwalczamy nie wirusy bo nie  znamy tutaj leczenia przyczynowego – czegoś co byłoby śmiercionośną bronią dla wirusa, który je spowodował lecz reakcje NASZEGO CIAŁA. Ale i  tutaj nie znamy wielu skutecznych metod.

W przypadku infekcji wirusowych nie ma  drogi na skróty i  potrzebujemy czasu. Dużo odpoczynku (żeby ten nasz organizm miał siły na walkę)  i odpowiednie nawodnienie  są podstawą. Pomocna jest  ekspozycja na chłodne powietrze, które bez ujemnych objawów towarzyszących stosowaniu leków, przyczynia się do obkurczenia naczyń i powoduje zmniejszenie obrzęku.

W badaniach klinicznych (57) wykazano, że zastosowanie aspiryny lub paracetamolu tłumiło wytwarzanie przeciwciał neutralizujących rinowirusy oraz nasilało objawy ze strony nosa. Zauważono  tendencję do dłuższego trwania rozsiewu wirusa w grupach aspiryny i paracetamolu. Aspiryna i paracetamol pogorszyły objawy obrzęku i niedrożności nosa, choć nie wydłużyły czasu trwania objawów choroby (57). W 2 innych badaniach zastosowanie aspiryny w przeziębieniu w porównaniu z placebo zwiększyło ilość rozsiewanego do otoczenia wirusa  się o 36% i o  17% , potencjalnie zwiększając ryzyko zarażania innych (58).

Mit nr 3

Z gorączką trzeba zawsze walczyć.

Nie.

Inna grupa leków w preparatach „na przeziębienie” to niesteroidowe leki przeciwzapalne (NLPZ), np.ibuprofen. Żeby walczyć z bólem i gorączką. Przed  bólem trzeba się bronić, ale już gorączka jest najczęściej sprzymierzeńcem, nie wrogiem. A wiele osób ulega kreowanej przez reklamy fobii gorączkowej. Szeroko pisałam o tym na blogu

O fobii gorączkowej słów kilka

Ibuprofen jak i inne niesteroidowe leki przeciwzapalne (NLPZ), mogą  powodować w przewodzie pokarmowym owrzodzenia, krwawienia, perforacje, działać szkodliwie na nerki, podnosić ciśnienie,  u osób z miażdżycą przyczyniać się zawału lub udaru. (przytaczałam dowody na moim blogu i w mojej książce). NLPZ są bezpieczne dla większości pacjentów …  ZDROWYCH – bez miażdżycy, nadciśnienia, zaburzeń rytmu serca, nieprzyjmujących innych leków i w przypadku kobiet – nieplanujących dziecka w najbliższym czasie. Czy tylko tacy ludzie je kupują? Nie sądzę. Z ich bezpieczeństwem jest jak z gołąbkami – jakbyśmy badali dwie grupy ludzi, z których pierwsza je kapustę, a druga mięso, po czym wyciągnęli wniosek, że przeciętna osoba w naszym badaniu spożywała gołąbki.

W badaniach  powiązano ostre infekcje różnego typu z większym ryzykiem udaru niedokrwiennego mózgu u dorosłych (56). W  2014 mówiło się mocno badaniu, które wykazało, iż przeziębienia i inne drobne infekcje mogą zwiększać ryzyko udaru mózgu u dzieci (55).. Nie wiadomo dlaczego tak jest. Może z powodu krążących czynników zapalnych powodujących  zapalenie „wyściółki” naczyń krwionośnych  i zwiększających skłonność do  zakrzepów. Wiele wspólnego może to mieć też ze stosowaniem niektórych  leków na przeziębienie (77), których szkodliwe działanie  na układ krążenia nakłada  się na zmiany spowodowane przez samego wirusa.

Mit nr4

bezpiecznie pozbędziemy się kataru za pomocą tabletek

Nie bardzo…

Kolejna grupa leków stosowanych powszechnie „na przeziębienie”  ma działać na nos. Cel: udrożnić i osuszyć.  Wielu sięga po spraye lub  krople do nosa (alfasympatykomimetyki, jak ksylometazolina, nafazolina, oksymetazolina) . Obkurczają naczynia  krwionośne w błonie śluzowej nosa i tak mają „otwierać” i osuszać przewody nosowe. Szkoda, że w  świetle badań nie za bardzo działają. 7 badań wykazało umiarkowaną poprawę objawów zaledwie u 6% badanych po jednorazowym podaniu leku i u ok. 4%, gdy lek był podawany przez 3-5 dni (47). Wolno stosować je krótko -3-4 dni, chyba że laryngolog zadecydował inaczej. Po kilku dniach może dojść do  „efektu z odbicia”, czyli rozszerzenia naczyń po uprzednim zwężeniu. Mamy jeszcze większą niedrożność nosa (48).

Leki z tej grupy (alfasympatykomimetyki gł. pseudoefedryna i fenylefryna,) mamy w wielu preparatach „na grypę” „do łykania” (m.in. Acatar, Cirrus, Grypostop, Grypolek, Gripex, Ibum Extra,  MaxFlu, Modafen, Nurofen Antigrip, Tabcin Impact, Sudafed). Działanie ich na nos nie jest tak  silne i natychmiastowe jak kropli , za to  bardziej stabilne. Generalnie są bezpieczne. Jest pewne „ale”- po pierwsze nie za bardzo są skuteczne w zwalczaniu objawów przeziębienia  (75-76) , po drugie- niepotrzebnie działają też poza nosem. Ich stosowanie jest jak strzelanie do komara z armaty. Chcąc zmniejszyć katar, działamy na cały układ krążenia. I o ile w przypadku „zakatarzonego” nosa pomagają przeziębionemu nieco lepiej funkcjonować, o tyle w przypadku serca obciążonego chorobą niedokrwienną ich wpływ  może być groźny.  Obkurczają naczynia krwionośne nie miejscowo, lecz wszędzie, a więc także w sercu, jelitach. A tam nie ma kataru, może być za to miażdżyca. Opisywano ostre niedokrwienne zapalenie jelita grubego związane ze stosowaniem leków z tej  grupy  w preparatach przeciwko przeziębieniu (49-51). Preparaty ją zawierające są ryzykowne dla osób cierpiących na  nadciśnienie, cukrzycę choroby serca, tarczycy, prostaty. Mogą powodować uczucie kołatania serca, podwyższenie ciśnienia krwi (52-54) i pobudzenie nerwowe, osłabiać efekt działania leków hipotensyjnych. Ich działanie  nasilają pewne leki przeciwdepresyjne i pewne stosowane w chorobach serca.

I mamy miksy w preparatach na przeziębienie.  Tabletki z kilkoma lekami spośród których niektóre  są nam często zupełnie niepotrzebne i nieraz każdy z osobna może zaszkodzić osobom obciążonym innymi chorobami.

Mit nr 5

Zmarznięcie  to  przyczyna przeziębienia.

Nie.

Do zachorowania potrzebujemy spotkania z jednym z 200 wirusów mogących powodować tę chorobę. Przeziębienie może mieć  rozmaity przebieg- od bezobjawowego -sami nie mamy żadnych objawów i nie wiedząc o tym szczodrze „częstujemy” mikrobami otoczenie, aż po wirusowe zapalenie płuc. Na szczęście te  infekcje, z reguły są samoograniczające się. To znaczy, zdrowiejemy zwykle w ciągu 7-10 dni i to nawet pomimo bezsensownego  stosowania niektórych  leków 😉 (19).

50% -90% przeziębień jest spowodowanych przez rinowirusy (z greckiego „rhin”= „nos”).  Lubią chłód. O wiele łatwiej jest im przetrwać w niższych  temperaturach takich  jak ta panująca w nosie (33–34°C). Nie są zbyt chętne by wnikać dalej, rzadko powodują zapalenia dolnych dróg oddechowych (temperatura tam wynosi około 37°C), choć są w stanie czasami wywołać zapalenie oskrzeli lub  zaostrzenia astmy. Innym wirusom ciepło tak nie przeszkadza i dlatego są zdolne do wzniecania bardziej poważnych  chorób.

Rinowirusy nie są super-groźne, ale skuteczne w swych atakach. Jak wyżej wspomniałam,  tylko 1-30 cząstki wirusa wystarczą (12). a zapodanie rinowirusów  do nosa- kończy się  zarażeniem w  około 95%  przypadkach (13). Niemal każdy więc się zaraża kiedy wirus dotrze do wnętrza jego nosa, niezależnie czy miał na sobie ciepłe buty i skarpety,  czy przeciwnie- był bez czapki i zmarzł porządnie. Jedno z badań nawet to oceniało. Stwierdzono, że przeziębienia nie były częstsze lub cięższe u ochotników, którzy przemarzli niż ci, pozostawali w cieple (16).

Mit nr 6

Skłonność do przeziębień to zawsze słabsza odporność.

Niekoniecznie.

Kiedy wirus wniknie i nieco zniszczy  komórki nabłonka dróg oddechowych, do gry wkracza NASZ układ odpornościowy. Zaczynamy mieć objawy infekcji. Nasze fatalne samopoczucie  jest spowodowane głównie  reakcją organizmu na zakażenie  (26), przez nasze komórki produkujące mediatory stanu zapalnego odpowiedzialne są za ból, gorączkę, rozszerzenie i wzrost przepuszczalności naczyń i co za tym idzie zatkanie nosa, katar, kaszel itp. Statystycznie, zdarza się to nam dość często: dorosłym- średnio 2-5 razy w roku,  dzieciom 5-10  razy w roku (1).

Minimum w 25% zakażenie przebiega bezobjawowo (13,14), to znaczy wirus rozmnaża się w człowieku nie dając objawów przeziębienia.. Ludzie mają  wirusy panoszące się w nosie bez  żadnych symptomów przeziębienia i nie wiedząc o tym szczodrze „częstują” wirusami otoczenie (17,18). Dlaczego ludzie czasem mogą się zarazić, ale nie rozwinąć objawów, jest tajemnicą. Być może dana osoba nie  produkuje dostatecznej ilości mediatorów zapalnych powodujących  objawy przeziębienia. Jeśli ta teoria byłaby słuszna, to ludzie z aktywnym układem odpornościowym mogą być bardziej podatni na rozwój objawów przeziębienia.

Mit nr 7

W przeziębieniu u  dzieci należy koniecznie zastosować leki.

Prawda: wiele z nich nie pomoże a może zaszkodzić.

Od lat wiadomo,  że leki te pomagają  bardziej matkom niż ich dzieciom. Niektóre z leków na przeziębienie  mogą być groźne dla bardzo małych dzieci (10).Donoszono o przypadkach zgonów po lekach na bez recepty  na przeziębienie lub kaszel podawanych przez rodziców na własną rękę . W przypadku dzieci  nierzadko zdarza się  przedawkowanie lub stosowanie leków przeznaczonych tylko dla starszych dzieci lub u dorosłych. Dawki bezpieczne dla  dzieci w wieku <2 lat nie są znane (11,84). W USA w roku 2008 ogłoszono że od stycznia 2004 do grudnia 2005 około 7000 dzieci w wieku poniżej 12 lat trafiło do  oddziałów ratunkowych z powodu objawów niepożądanych leków „na  kaszel i przeziębienie” (74).

Mit nr 8

Żeby zmniejszyć ilość przeziębień (naszych lub naszych dzieci) powinniśmy pomyśleć o specjalnych preparatach na odporność.

Nie.

Przede wszystkim  powinniśmy pomyśleć o częstszym … myciu rąk. (choć oczywiście są też i inne metody podnoszenia odporności, ale jednak coś tak prozaicznego jak nawyk częstego mycia rąk daje najbardziej spektakularne efekty).

Nie znamy skutecznej broni (leku), która by zabiła wirusy przeziębienia, kiedy już zaatakują. Ale trochę wiemy o tym jak można się  od nich trzymać z daleka. Problem zaczyna się kiedy rinowirusy (odpowiedzialne za 50% -90%)  przeziębień docierają   do przedniej części przewodów nosowych. Rinowirusy nie są super-groźne, niemniej-  ekstremalnie zaraźliwe. Już tylko 1-30 cząstki wirusa wystarczą (12). W jednym z badań  samo podanie rinowirusów  do nosów ochotników – zdrowych (wcześniej) dorosłych spowodowało zarażenie  około 95%  spośród nich (13). Korzystają z transportu  powietrznego- dostajemy je w prezencie w kropelkach rozsiewanych przez  zarażonych kaszlących, kichających, niekiedy tylko oddychających (!!!)  w naszym otoczeniu (20) . Nosy dzieci są głównym ich rezerwuarem.  Ale powiedzmy sobie szczerze, te wirusy to my często sami sobie zabieramy z klamek, poręczy, innych przedmiotów (15). Wystarczy, że dotykał ich przed nami  ktoś chory albo i ich wcale nie ruszał tylko kichał lub kaszlał w pobliżu. Drobnoustroje  wylądowały w kropelkach rozsiewanych przez chorego. Niektóre mogą żyć na powierzchniach przez wiele godzin. My- szczęśliwi i zdrowi dotykamy  tego miejsca i  potem nie wiedząc o tym, przenosimy dłoń do  nosa i ust. Voila! W jednej chwili jesteśmy zainfekowani.

Spektakularne efekty dał program  „Operation Stop Cough”  wśród rekrutów  US Navy. Zmniejszył aż o  45%  liczbę zakażeń układu oddechowego.  Eksperyment polegał na … częstszym myciu rąk. Nakazano to robić co najmniej pięć razy dziennie i pilnowano czy jest to  przestrzegane. Przez dwa lata obserwacji  ilość chorób  spowodowanych zakażeniami dróg oddechowych spadła aż o  45% wśród  tych, którzy wzięli udział w tym badaniu w porównaniu z żołnierzami, którzy nie otrzymali takiego polecenia (21).Inne badania wykazały, że interwencje promujące mycie rąk umożliwiają uniknięcie co piątego zakażenia układu oddechowego, w tym zapalenia płuc (24,25) i co trzeciego przypadku biegunki (22,23). Niestety.  Mało osób ma nawyk częstego  i dokładnego mycia (a nie tylko opłukania) rąk mydłem. Na rękach mamy bardzo często niesympatycznych pasażerów na gapę, których nie widać , a którzy tylko czekają, by nam  zaszkodzić.  Dlatego trzeba często myć ręce. Ten nawyk ma zasadnicze znaczenie w ochronie przed przeziębieniem.

Mit nr 9

MUSZĘ przyjąć antybiotyk bo  mam ZAPALENIE OSKRZELI.

Najczęściej przyczyną ostrego zapalenia oskrzeli ( a już w szczególności u dzieci, które na to chorują najczęściej), są wirusy (59-60) na które antybiotyki w ogóle nie działają. Przeciętnie  co 20 dorosłemu w  ciągu roku przytrafia się zapalenie oskrzeli. Dominującym objawem jest kaszel. Może być  i suchy i z odkrztuszaniem wydzieliny., Różnicowanie w początkowym okresie z przeziębieniem jest dość trudne (61). Wszystko trwa nie dłużej niż 3 tygodnie, i w tym czasie lekarz w czasie osłuchiwania pacjenta może usłyszeć różne rzeczy (furczenia, świsty, grube rzężenia) (62-64)

Niekiedy, szczególnie przy kaszlu przedłużającym się być wskazany antybiotyk. Czasem trzeba wykluczyć astmę (65) , refluks czy inne choroby.

Mit 10

Gdy kaszel trwa dłużej niż tydzień to trzeba  antybiotyk. A kiedy pierwszy nie działa, trzeba wrócić  za  cztery lub pięć dni po inny.

Nie.

Kaszel w ostrym zapaleniu oskrzeli trwa średnio 18 dni, bez względu na to co robisz, stwierdzono po analizie 19 badań obserwacyjnych (66). (Oczywiście, zawsze należy skonsultować się z lekarzem. To znaczy, dać się zbadać). W innym badaniu 2672 chorych na ostre zapalenie oskrzeli  stwierdzono, że u 90% dzieci kaszel ustępuje przed upływem 25 dni (67).

Poinfekcyjna nadreaktywność uszkodzonych przez drobnoustroje struktur oskrzeli stopniowo ustępuje, może utrzymywać się przez trzy tygodnie lub dłużej. Kaszel po infekcji może się pojawiać samoistnie lub w odpowiedzi na zimne, ciepłe, wilgotne lub zanieczyszczone powietrze.

Mit 11

„Muszę pójść do lekarza, niech wypisze COŚ silniejszego, żeby mi szybciej przeszło”. W domyśle- antybiotyk. Bez sensu.

W krajach rozwiniętych  przeziębienie i wirusowe zapalenie oskrzeli są najczęstszymi przyczynami niepotrzebnego  zastosowania antybiotyków, Antybiotyki  zabijają  lub hamują  wzrost bakterii i to określone antybiotyki działają tylko na określone bakterie. Wobec wirusów są totalnie bezsilne. W  przypadku przeziębienia nie pomagają  a niepotrzebnie mordują nasze „dobre” bakterie w jelitach (o których tak ostatnio się rozpisywałam i wzywałam do większej empatii wobec nich). Bez sensu jest zajadać je wtedy, kiedy i tak nie mają szansy zadziałać.

A poza tym, nadużywanie antybiotyków prowadzi do tworzenia wśród mikrobów oporności na antybiotyki. A tego nie chcemy. Nie będzie czym potem leczyć poważnego zagrożenia dla zdrowia.

Niestety, powiedzmy sobie szczerze. Wielu pacjentów czuje się zlekceważona  i nie potraktowana poważnie jeśli nie opuszcza lekarskiego  gabinetu ściskając  w dłoni  jakiejś recepty.

Przyjmowanie antybiotyków w przypadku infekcji wirusowej jest tak skuteczne i mądre jak walka ze szczurami za pomocą rozkładania listów do nich z prośbą o to, żeby sobie poszły: „Kochane szczury! Prosimy o wyprowadzenie się z naszej okolicy. Z góry dziękujemy. Mieszkańcy”. Łykanie antybiotyku w przypadku infekcji wirusowej jest równie bezsensowne ale niestety … nagminne.

Po antybiotykoterapii, na przykład, obserwuje się tak zwaną „dziurę immunologiczną”(68), czyli spadek odporności . Najczęściej, po kilku tygodniach od skończenia kuracji. Znają to najlepiej niektórzy rodzice. Jedna infekcja dziecka, leczona antybiotykiem, potrafi zapoczątkować błędne koło. Ledwo się skończy leczenie, dziecko „łapie” następną chorobę. Najczęściej „wirusówkę”. I zamiast iść do przedszkola, czy żłobka musi znowu zostawać w domu. Antybiotyki zabijają „przy okazji” przyjazne bakterie. Wystarczą 3-5 dni leczenia antybiotykiem o szerokim spektrum działania i  mikrobiota jelit staje zupełnie inna (69). A wiemy, że prawidłowa mikrobiota to lepsza ochrona przed zakażeniami (70-74).

 

 

FacebookGoogle+TwitterWykop

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.