Odchudzanie na zawołanie. Zabójcze suplementy

waga

Zewsząd jesteśmy bombardowani reklamami „cudownych” środków pomagających schudnąć. „Niszcz tłuszcz od zaraz”,  „Odchudzanie na zawołanie” zachęcają sprzedawcy. A ludzie wierzą i kupują. Oferta środków odchudzających jest ogromna i jest odpowiedzią na poszukiwanie przez nas cudownej pigułki, którą łatwo przyjąć, w odróżnieniu od zmiany nawyków w odżywianiu i zwiększonej aktywności fizycznej, co wiadomo- jest zdecydowanie trudniejsze. Jest tylko jeden problem. Takie środki są dostępne bez recepty i dlatego większość ludzi sądzi, że są całkowicie bezpieczne.

Niestety, prawda jest inna.

Nie znamy żadnych substancji roślinnych, które przyspieszałyby spalanie tłuszczu, a do tego byłyby bezpieczne dla zdrowia.

Nie ma czegoś takiego. Może rozczaruję niektórych czytelników, ale jeśli ktos to obiecuje w reklamie, to po prostu kłamie. Jest jeszcze inna ważna rzecz. Gorsza. Niektórzy producenci celowo zapominają , by podać na etykiecie  informację o tym, że „dorzucili” leki do ziołowej zawartości tabletki.

Bo ta ziołowa zawartość nie zadziałałaby.

Ale przyjęta  z lekiem- to to zupełnie co innego. Klient zauważy efekt i wróci po następne opakowanie. I poleci innym, o ile wcześniej nie dozna udaru, zawału niewydolności nerek lub wątroby. Powszechne dzisiaj jest to, że na opakowaniach nie ma wzmianki o  substancjach, które mogą powodować szkody dla zdrowia lub składnikach, które powinny być dostępne tylko na receptę. „Takie zanieczyszczone produkty mogą powodować poważne efekty uboczne, w tym udary, niewydolność narządów, a także zgon. ” – mówi komisarz FDA Margaret Hamburg.

Suplementy podlegają przepisom dotyczącym produktów spożywczych, nie leków. Czyli kupując je w aptece, jest tak , jak w sklepie spożywczym. Od dobrej woli i uczciwości producenta zależy, czy kupowany specyfik (suplement) zawiera takie składniki, jakie zadeklarował producent. Jakość suplementów w Polsce  sprawdza niemal tylko i wyłącznie producent, bowiem za żywność na każdym etapie odpowiada ten, kto wprowadza go do obrotu. I nie ma żadnego znaczenia, czy sprzedawany jest w aptece, czy przez internet.

„Sprzedaż podrabianych specyfików to niemal zbrodnia doskonała” – mówi dr Bryan Liang z Partnership for Safe Medicines, które zajmuje się monitorowaniem rynku farmaceutycznego.

„Z danych Unii Europejskiej wynika, że nawet do 90 proc. leków sprzedawanych przez internet może być sfałszowanych” – mówi prof. Zbigniew Fijałek, dyrektor Narodowego Instytutu Leków.

Sibutramina króluje.

Jest to nic innego, jak lek anorektyczny, czyli taki,  którego działanie polega na znacznym hamowaniu łaknienia. Dodatkowo prowadzi do nasilenia termogenezy, ale może doprowadzić do zaburzen rytmu serca, czy omdleń.

Kiedyś była sprzedawana na receptę, jako lek wspomagający odchudzanie, lecz została wycofana w 2010 roku  , po przypadkach zawałów, udarów i groźnych interakcjach z innymi lekami , które wystąpiły po jej stosowaniu. I co z tego.  Nadal jest obecna w wielu preparatach na rynku, nie można wykluczyć, że też tych sprzedawanych w aptece. Tylko nie trzeba mieć już na nią recepty , jak było wcześniej. Oczywiście nie umieszcza się informacji o jej zawartości na etykiecie. Ale chciwi producenci dodają ją, ponieważ daje efekty. Chudnie się po niej. Znałam  kilka pacjentek ją stosujących ( kiedy była jeszcze legalna). Ktoś inny wypisał ten lek, ode mnie oczekiwały przedłużenia. Nie tylko nie miały apetytu, ale lek działał jak narkotyk, podobnie do amfetaminy. Po odstawieniu – następował efekt jojo. Waga wracała z nawiązką. Powiem szczerze. Odetchnęłam, kiedy wycofano go i już nie musiałam gimnastykować się, by tłumaczyć, czemu nie lubię przepisywać tego specyfiku.

Kilka lat temu ogromną popularnością wśród osób odchudzających się cieszyły się tzw. „chińskie ziółka”. Głównym ich składnikiem nie były „ziółka” , lecz sibutramina– do tego niewiadomego pochodzenia . Ale efekt był, traciło się na wadze, dlatego  stosowało ją coraz więcej ludzi, nie bacząc na działania niepożądane. Bo nikt ich nie poinformował o ty, że takie mogą wystąpić…

Profesor  Zbigniew Fijałek, dyrektor Narodowego Instytutu Leków, rozmawiał profesorem  Maciejem Małeckim.  Rozmowę opublikowano w czasopiśmie  Manager Apteki, Rocznik 2011, Nr 6

Profesor Fijałek stwierdza: „ Szczególną uwagę budzą dwie grupy produktów. Pierwsza dotyczy suplementów na problemy z erekcją, zaś druga to preparaty odchudzające. Jeszcze kilka lat temu problemy z jakością głównie dotyczyły produktów na odchudzanie z tzw. tradycyjnej medycyny chińskiej. Były one przedstawiane jako preparaty całkowicie ziołowe, choć w swym składzie mogły zawierać czyste aktywne substancje farmaceutyczne. W produktach na odchudzanie stwierdzano początkowo obecność np. sibutraminy, później fenoloftaleiny, a ostatnio coraz częściej pojawiają się analogi strukturalne sibutraminy. Podobna sytuacja dotyczy produktów na problemy z erekcją”.

Nefropatia ziół chińskich  to jednostka chorobowa od pewnego czasu  opisywana w podręcznikach interny.

Tragiczne następstwa mitu o nieszkodliwości preparatów roślinnych.

W 1990 roku w brukselskiej klinice od kilkunastu lat specjalizującej się w odchudzaniu zastosowano u pacjentek mieszankę ziół chińskich, która miała się składać z : Stephania tetrandra i Magnolia officinalis. A potem u niektórych pacjentek wystąpiła  niewydolność nerek, która zmusiła do rozpoczęcia u nich dializoterapii. Powodem okazał się błąd.  Stephania tetrandra , która jest rośliną stosowaną od dawna w medycynie chińskiej została pomylona z   ziołem Aristolochia fangchi uszkadzającym nerki.  Do  zamiany mogło przyczynić się również to, że w medycynie chińskiej obie rośliny sa używane czasami zamiennie.(1,2,3,4,5)

Prawdopodobną przyczyną był fakt, że oba zioła są zaliczane w tradycyjnej chińskiej klasyfikacji botanicznej do tego samego rodzaju Pin Yin, a dodatkowo ich własne nazwy, Han Fang Ji i Guang Fang Ji brzmią bardzo podobnie. A same rośliny są bardzo do siebie podobne Ludzie zbierający, skupujący ziółka lub produkujący z nich  tabletki pomylili się i to miało tragiczne skutki dla pacjentek. Można powiedzieć, że odchudziły się, ale z nerek. Aristolochia fangchi zawiera kwas arystolochowy, który  ma udowodnione działanie uszkadzające nerki i powodujące w nich rozwój nowotworów. (6)

W podręcznikach interny pojawiła się noowa jednostka chorobowa: „nefropatia ziół chińskich”. Ale takie specyficzne uszkodzenie nerek jest częściej spotykane, nie tylko u amatorów odchudzania za pomocą ziółek.

Na Bałkanach wśród upraw pszenicy rośnie chwast Aristolochia clematitis, zawierający kwas arystolochowy . Zanieczyszcza on mąkę  i u spożywających ją stwierdza się częstsze występowanie niewydolności i raka nerek. Takie przypadki sa określane  jako nefropatia bałkańska. Ale kwas arystolochowy występuje w roślinach rosnących na całym świecie Do dnia dzisiejszego  na świecie opisano  wiele przypadków nefropatii arystolochowej, którą obserwowano w różnych  krajach. (7,8,9,10). Uważa się też, że sporo suplementów ziołowych obecnych na rynku może przypadkowo zawierać „odchudzające nerki” zioła.

Dinitrofenol (DNP) – śmiertelna trucizna

Kolejny dowód na desperację ludzi pragnących schudnąć,  to specyfik, który jeszcze w latach 60. stosowany był jako herbicyd na wojnie w Wietnamie. Odkryty w 1920 roku na Uniwersytecie Stanforda, początkowo służył jako najskuteczniejszy znany „lek” na nadwagę. Szybko okazało się, że powodował wiele niepożądanych skutków ubocznych – łącznie ze zwiększonym ryzykiem zaćmy, zaburzeniami rytmu  serca, podwyższoną temperaturą ciała, a w skrajnych wypadkach – śmiercią. Został zakazany w USA już w 1938, mimo to, tabletki można kupić w internecie . W 2013 roku dwudziestoletnia warszawianka zmarła nagle po tygodniowym zażywaniu niebezpiecznego specyfiku zakupionego przez internet. Lekarze nie zdołali uratować jej życia, bowiem do ostatniej chwili nie przyznała się do zażywania dinitrofenolu. Dopiero po śmierci w jej rzeczach znaleziono suplement mający w składzie szkodliwą substancję. Jak poinformował Główny Inspektor Sanitarny: „Substancja ta znajduje się w wielu suplementach diety, których zakupu można dokonać przez internet. Szczególnie powinniśmy uważać na środki o nazwach „DNP Fat Burner” czy sam „Fat burner”. Tylko w 2012 roku brytyjska służba zdrowia naliczyła 62 przypadki zgonu powiązane ze stosowaniem substancji.

.supl

 

FacebookGoogle+TwitterWykop

6 Responses to Odchudzanie na zawołanie. Zabójcze suplementy

  1. Mateusz Belka pisze:

    Dzień dobry. Jest w tym wpisie coś ciekawego. Wielkie dzięki!

  2. probolan 50 pisze:

    Czy całkowicie ta opcja w artykule jest wyczerpująca.Myśle,że warto się jeszcze podszkolić w tej kwestii.

  3. Fantastyczny opis, gratuluję kreatywnego i sprytnego podejścia do tematu.

  4. Monika pisze:

    Na reszcie ktoś dotknął ten temat. Wielkie dzięki.

  5. Tomek pisze:

    Komentarz skomponowany pięknymi wyrażeniami. Nie żałuje ofiarowanego wolnego czasu.

  6. Ela Pe. pisze:

    To wszystko prawda, znam przypadek cięzkiej choroby po stosowaniu ”leku”na odchudzanie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.